poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Od Rose- c.d Alec'a




- Tak od dawna - odpowiedziałam . Alec był fajnym chłopakiem . Miałam z nim coś wspólnego . - To Arab ?
- Tak . A ty masz konia ?
- Tak mój to Fryz . Nazywa się Eter . A twój ?
- Karon .
- Masz ochotę na spacer . Moglibyśmy pogadać .
- Tak - uśmiechnął się do mnie . Poszliśmy do lasu . Spacerowaliśmy , gdy nagle potknęłam się o wystający korzeń . Alec mnie złapał .
- Dziękuję że mnie złapałeś . - uśmiechnęłam się nieśmiało .
- Nie ma za co . Szkoda żebyś ubrudziła się w ziemii .
- Jestem straszną niezdarą i często się potykam .
- Na pewno nie . - zaprzeczył . Był naprawdę bardo miły . - Uważam że jesteś bardzo zręczna jak na dziewczynę .
- Masz coś przeciwko dziewczynom - zapytałam żartobliwie .
- Nie . Ale ty jesteś wyjątkowo zręczna - uśmiechnął się . Poszliśmy dalej . Nagle natrafiliśmy na jakąś tajemniczą jaskinię , której nie widziałam tu wcześniej .
- O zobacz jakaś jaskinia . Wejdziemy zobaczyć co tam jest ? - zapytał
-Trochę się boję , ale dobrze możemy wejść ale pod jednym warunkiem .
- Jakim ?
- Jakby coś się stało , ty masz mnie bronić - roześmiałam się wraz z nim .
- No to wchodzimy ...
< c.d Alec >

Od Alec'a


Biegłem ile sił w nogach. Właścicielowi małego lasku, w którym przebywałem jakiś czas nie spodobała się moja wizyta. W sumie nie mogę się dziwić. Zjadłem chyba wszystkie jagody, które były w pobliżu i wystraszyłem część zwierząt.
-Jak ja cię dorwę chuliganie....!!!!!!!- słyszałem za sobą. Zaśmiałem się. Przecież on nie mógł mnie dogonić. Jestem wilkołakiem, biegam sto razy szybciej niż on.
Biegłem dalej, aż dotarłem do jaskini, w której był mój koń. Znalazłem go kilka dni temu. Wsiadłem na niego i popędziliśmy galopem. Jechaliśmy jakiś czas, kiedy Karon (bo tak nazywa się ogier) stanął nagle dęba. Ściągnąłem mocniej wodze, żeby go uspokoić. Wciągnąłem głośno powietrze i zrozumiałem co go tak przestraszyło. W pobliżu były wilkołaki.
-Spokojnie maleńki. Wszystko będzie w porządku- uspokoiłem Karona. Spokojnym kłusem pojechaliśmy dalej. Po chwili ujrzałem piękny wodospad. U jego podnóży siedziała bardzo ładna dziewczyna o ciemnych włosach. Zsiadłem z konia i podszedłem do niej.
-Witaj. Siedzisz tutaj sama?- spytałem. Dziewczyna popatrzyła na mnie nieufnie.
-Niedaleko są moi znajomi- odparła. Podałem jej rękę.
-Nazywam się Alexander, ale możesz mi mówić Alec.
-Ja jestem Rose.
Rose uścisnęła lekko moją dłoń, po czym splotła ręce na piersi.
-Miło mi cię poznać, Rose.
Mój koń parsknął i podszedł bliżej. Pogłaskałem go po grzywie.
-Co jest, mały?- szepnąłem mu do ucha.
-On wyczuwa kim jesteśmy, prawda?- odezwała się niespodziewanie, Rose. Skinąłem głową.
-Czyli się nie myliłem- mruknąłem.- Jeździsz?
Wskazałem na konia.


<Rose, dokończysz?>

sobota, 27 kwietnia 2013

Od Kanon


"Piękne."
Próbowałam wyostrzyć kadr, ale po chwili stwierdziłam, że w naturalnej ostrości kwiat będzie prezentował się o niebo lepiej.
"Jeszcze tylko perspektywa."
Zdjęcie bardzo mi się spodobało. Uwielbiałam to robić. Kochałam uczucie towarzyszące myśli, że jednym jedynym kliknięciem mogę zachować coś ważnego.
Rozłożyłam fioletowy koc i położyłam się. Ten ogród był naprawdę bardzo piękny.
"Tak wiele obiektów do ujęcia."
Byłam tu od zaledwie trzech dni, ale nie zamieniłam z nikim słowa. Przyszłam nieproszona, zajęłam miejsce i zostałam. Taki układ niezbyt mi odpowiadał, ale nie przejmowałam się tym zbytnio.
Leżałam z aparatem przy twarzy, robiąc niedbałe zdjęcia chmur przelatujących nade mną.
"Obłoki pełne wspomnień."
Nie spostrzegłam, kiedy zrobiło się ciemno. Wstałam, obejrzałam się i ponownie padłam na koc.
"Mogłoby zostać tak na zawsze. Ja, ogród i mój aparat."
Odkąd pamiętam bałam się wilków i nie tyle co strach ile nienawiść mnie do nich zniechęcał. Las otaczał świątynie, w której się wychowałam. Las pełen tych strasznych stworzeń.
"To była pomyłka."
Przez jeden głupi błąd stałam się jedną z nich. Moją jedyną pamiątką i zarazem ucieczką był mój aparat. Jedyne co napawało mnie radością w tej beznadziejnej sytuacji to fakt, że zachowałam siebie. Swoje człowieczeństwo, które niestety opuszczało mnie z każdą kolejną transformacją.
"Zawsze coś."
Nie chciałam o tym dłużej myśleć, dlatego położyłam się, ścisnęłam koc w dłoniach i nieświadomie zasnęłam.

Od Łucji- c.d Rose

-Ja jestem Łucja Cross. Miło mi.-wyczułam w niej wilkołaka.
-Hmm. Masz ładnego konia.
-Dzięki.
-Dziwne,że się nie boi.
-Opiekuję się nim odkąd pamiętam. Przyzwyczaił się.
-Chcesz dołączyć do nas? Bo chyba jesteś-zaczęłam coraz ciszej mówić-wilkołakiem-wyszeptałam.
-Tak. Jestem.
-Ok. A więc,jak już mówiłam. Chcesz do sfory?
-Tak.
-Ok. To zaprowadzę Cię do przywódczyni,Klary.-Przeszłyśmy przez kilka korytarzy. Później skręciłam w lewo i powiedziałam:
-To pokój przywódczyni. Na razie zostawiam Cię samą. Zobaczymy się później.
-Dobrze. Dziękuję.-I weszła do pokoju. Słyszałam tylko jak mówiła:
-Witam. Jestem Rose. Przyprowadziła mnie tu Łucja. Czy mogłabym dołączyć do sfory?-"Klara zapewne się zgodziła" pomyślałam i poszłam.
<Klara jak chcesz to dokończ>

Od Alice

Moja historia zaczęła się pewnego wiosennego dnia. Jak zawsze dzień rozpoczynałam od długiego spaceru z moją ukochaną princess. Jest ona dalmatyńczykiem, którą dostałam na swoje 12 urodziny. Pomału poszłyśmy w stronę lasku do ,którego często chodzimy. Lubiłam to miejsce, ponieważ było tam dużo zwierząt jak i wspaniałe, zapierające wdech w piersiach widoki. Lecz to co zobaczyłam całkowicie mnie zszokowało. Ujrzałam przepiękną dziewczynę o długich, czarnych włosach a przy niej stał ogromny, biały wilk. (Domyśliłam się że jest to wilkołak) Nie pewnie podeszłam do nich.
-Witajcie. Jestem Alice Brandon
Dziewczyna uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie rękę.
<cd. Leila>

środa, 24 kwietnia 2013

Od Rose

Wszystko zaczęło się pewnego dnia . Postanowiłam jechać na przejażdżkę moją klaczą , która miała na imię Eter . Ciężko było to nazwać przejażdżką gdyż miałam pełno bagaży. Bardzo podobała mi się okolica. Postanowiłam tam zostać . Moja klacz dziwnie się zachowywała ale przewidziałam to gdyż było to terytorium innych wilkołaków . Eter miała zaufanie tylko do mnie i moich rodziców. Nagle usłyszałam rozmowę i zobaczyłam że niedaleko jest wielki dom . Postanowiłam zobaczyć kto tam mieszka . Zadzwoniłam do drzwi . Otworzyła mi dziewczyna o rudych włosach .
-Witaj . Jestem Rosalie Moon , ale mów mi Rose.
Dziewczyna wyglądała na miłą . Uśmiechnęłam się do niej
<cd. Łucja>

wtorek, 23 kwietnia 2013

Od Klary- c.d James'a

-Znam kilka zespołów, które lubię, ale nie mam ulubionego.- powiedziałam.- Przejdziemy się?- spytałam z błyskiem w oku.
-No pewnie!- odpowiedział z radością.
-To chodź!- ponagliłam go i pobiegłam na dwór.
Słyszałam głośne kroki chłopaka, biegnącego za mną. Gdy wyszłam na dwór od razu poczułam popołudniową bryzę. Po chwili James znajdował się tuż przy mnie. Dużo czasu zajęło nam rozmawianie o wszystkim i o niczym, zwiedzanie terenów i wygłupianie się. Gdy przechodziliśmy przez las zobaczyłam małego królika uwięzionego w klatce. Natychmiast podbiegłam do niego i wypuściłam malucha.
-Niech tylko dorwę tego, który to zrobił.- warknęłam.
Byłam zła, lecz poszliśmy dalej. Po krótkim czasie podróży doszliśmy do obrzeża terenów. Postanowiliśmy wracać. Po kilku chwilach drogi powrotnej wdepnęłam w zatrzask, a moja noga utknęła w metalowej pułapce. Ciężko upadłam na ziemię. Poczułam niewyobrażalny ból w okolicahc kostki, a z mojej nogi zaczęła lać się krew.

 Chodzi o taki rodzaj pułapki:


(James?)