Biegłem ile sił w nogach. Właścicielowi
małego lasku, w którym przebywałem jakiś czas nie spodobała się moja
wizyta. W sumie nie mogę się dziwić. Zjadłem chyba wszystkie jagody,
które były w pobliżu i wystraszyłem część zwierząt.
-Jak ja cię dorwę chuliganie....!!!!!!!- słyszałem za sobą. Zaśmiałem się. Przecież on nie mógł mnie dogonić. Jestem wilkołakiem, biegam sto razy szybciej niż on.
Biegłem dalej, aż dotarłem do jaskini, w której był mój koń. Znalazłem go kilka dni temu. Wsiadłem na niego i popędziliśmy galopem. Jechaliśmy jakiś czas, kiedy Karon (bo tak nazywa się ogier) stanął nagle dęba. Ściągnąłem mocniej wodze, żeby go uspokoić. Wciągnąłem głośno powietrze i zrozumiałem co go tak przestraszyło. W pobliżu były wilkołaki.
-Spokojnie maleńki. Wszystko będzie w porządku- uspokoiłem Karona. Spokojnym kłusem pojechaliśmy dalej. Po chwili ujrzałem piękny wodospad. U jego podnóży siedziała bardzo ładna dziewczyna o ciemnych włosach. Zsiadłem z konia i podszedłem do niej.
-Witaj. Siedzisz tutaj sama?- spytałem. Dziewczyna popatrzyła na mnie nieufnie.
-Niedaleko są moi znajomi- odparła. Podałem jej rękę.
-Nazywam się Alexander, ale możesz mi mówić Alec.
-Ja jestem Rose.
Rose uścisnęła lekko moją dłoń, po czym splotła ręce na piersi.
-Miło mi cię poznać, Rose.
Mój koń parsknął i podszedł bliżej. Pogłaskałem go po grzywie.
-Co jest, mały?- szepnąłem mu do ucha.
-On wyczuwa kim jesteśmy, prawda?- odezwała się niespodziewanie, Rose. Skinąłem głową.
-Czyli się nie myliłem- mruknąłem.- Jeździsz?
Wskazałem na konia.
<Rose, dokończysz?>
-Jak ja cię dorwę chuliganie....!!!!!!!- słyszałem za sobą. Zaśmiałem się. Przecież on nie mógł mnie dogonić. Jestem wilkołakiem, biegam sto razy szybciej niż on.
Biegłem dalej, aż dotarłem do jaskini, w której był mój koń. Znalazłem go kilka dni temu. Wsiadłem na niego i popędziliśmy galopem. Jechaliśmy jakiś czas, kiedy Karon (bo tak nazywa się ogier) stanął nagle dęba. Ściągnąłem mocniej wodze, żeby go uspokoić. Wciągnąłem głośno powietrze i zrozumiałem co go tak przestraszyło. W pobliżu były wilkołaki.
-Spokojnie maleńki. Wszystko będzie w porządku- uspokoiłem Karona. Spokojnym kłusem pojechaliśmy dalej. Po chwili ujrzałem piękny wodospad. U jego podnóży siedziała bardzo ładna dziewczyna o ciemnych włosach. Zsiadłem z konia i podszedłem do niej.
-Witaj. Siedzisz tutaj sama?- spytałem. Dziewczyna popatrzyła na mnie nieufnie.
-Niedaleko są moi znajomi- odparła. Podałem jej rękę.
-Nazywam się Alexander, ale możesz mi mówić Alec.
-Ja jestem Rose.
Rose uścisnęła lekko moją dłoń, po czym splotła ręce na piersi.
-Miło mi cię poznać, Rose.
Mój koń parsknął i podszedł bliżej. Pogłaskałem go po grzywie.
-Co jest, mały?- szepnąłem mu do ucha.
-On wyczuwa kim jesteśmy, prawda?- odezwała się niespodziewanie, Rose. Skinąłem głową.
-Czyli się nie myliłem- mruknąłem.- Jeździsz?
Wskazałem na konia.
<Rose, dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz