-Znam kilka zespołów, które lubię, ale nie mam ulubionego.- powiedziałam.- Przejdziemy się?- spytałam z błyskiem w oku.
-No pewnie!- odpowiedział z radością.
-To chodź!- ponagliłam go i pobiegłam na dwór.
Słyszałam głośne kroki chłopaka, biegnącego za mną. Gdy wyszłam na dwór od razu poczułam popołudniową bryzę. Po chwili James znajdował się tuż przy mnie. Dużo czasu zajęło nam rozmawianie o wszystkim i o niczym, zwiedzanie terenów i wygłupianie się. Gdy przechodziliśmy przez las zobaczyłam małego królika uwięzionego w klatce. Natychmiast podbiegłam do niego i wypuściłam malucha.
-Niech tylko dorwę tego, który to zrobił.- warknęłam.
Byłam zła, lecz poszliśmy dalej. Po krótkim czasie podróży doszliśmy do obrzeża terenów. Postanowiliśmy wracać. Po kilku chwilach drogi powrotnej wdepnęłam w zatrzask, a moja noga utknęła w metalowej pułapce. Ciężko upadłam na ziemię. Poczułam niewyobrażalny ból w okolicahc kostki, a z mojej nogi zaczęła lać się krew.
Chodzi o taki rodzaj pułapki:
(James?)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz