środa, 29 maja 2013

Od Rose-c.d Alec'a

Gdy Alec wyszedł poczułam okropne zmęczenie  , ale przysięgłam sobie że nie zasnę. Myślałam o tym, że  najprawdopodobniej zakochałam się w Alec'u . Szczerze to uznałam że raczej na pewno jestem zakochana po uszy w nim . Zastanawiałam się jak mu to powiedzieć . Miałam nadzieję, że mnie nie wyśmieje . Nagle Alec przyszedł  i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę ile czasu myślałam . Chyba zauważył że jestem już zmęczona .
-Co sądzisz o małym odpoczynku - zaproponował
- Jestem potwornie zmęczona , ale muszę ci coś powiedzieć.Ja też mam ci coś do powiedzenia.- oznajmił.
Nastała niezręczna cisza. Po minie Alec'a domyśliłam się, że układa w głowie jak powiedzieć mi tę wiadomość.
-Gdy cię nie było głównie myślałam o pewnej sprawie.
-Ja też.- jego odpowiedzi były coraz bardziej zakłopotane.
Postanowiłam zacząć.
-Myślę, że bardzo dużo  nas łączy i...-urwałam nie wiedząc jak powiedzieć mu, że chcę by był moim chłopakiem.
-Ciężko mi ułożyć słowa, ale mam dla ciebie poważne pytanie.- zauważyłam, że jest zaniepokojony.
-Słucham.
-Czy chcesz...czy zechciałabyś...zostać moją partnerką?-zdziwiło mnie to, gdyż w jednym zdaniu ujął całe moje myśli.
-Tak. Chciałam cię zapytać o to samo.
Ujął moją twarz w swoje dłonie i zbliżył ją do swojej. Patrzył mi głęboko w oczy. Ta chwila była cudowna. Co raz bliżej były nasze twarze. Zbliżyły się na tyle, że czułam jego oddech na ustach. Nie dowierzałam temu co się stało, ale miałam nadzieje  że to nie był sen . Alec mnie pocałował . Jego wargi delikatnie musnęły moje . Byłam oszołomiona .


(c.d Alec )

wtorek, 7 maja 2013

Od Savany- c.d Alec'a


- Ty pierwszy - powiedziałam do Alec'a. Założyłam pierwszą strzałę na cienciwę moje łuku. Jako jedyna w Endler miałam stalowy łuk i strzały. Uważałam je za wygodniejsze i trwalsze. Usłyszałam cichy świst i strzała Aleca trafiła pare centymetrów w prawo od kółka, które narysowałam kredą na drzewie i które służyło jako tarcza do ćwiczeń.
- Nieźle ! - pochwaliłam go z uśmiechem i uniosłam łuk.
- Mogło być lepiej ... - rzekł z delikatnym uśmiechem. Napięłam cięciwe i wycelowałam. Strzała chybiła o zaledwie centymetr.
- Wow ! Jak ty to zrobiłaś ?! - spytał zaskocozny Alec.
- Praktyka - uśmiechnęłam się.

< Alec ? >



Od Alec'a- c.d Rose

Przytuliłem Rose, żeby było jej cieplej. Dziewczyna położyła mi głowę na ramieniu. Siedzieliśmy tak chwilę, słuchając dudnienia deszczu.
-Lepiej?- spytałem, przerywając ciszę.
-O wiele. Dziękuję- odparła.
-Może zjemy te kanapki?- zaproponowałem.- Wybacz, ale nie jadłem nic od rana.
-Jasne, nie ma sprawy! To ja przepraszam. Powinnam była zapytać się wcześniej- skarciła się i uderzyła w głowę, jak to robią głupie blondynki na filmach. Nie oznacza to jednak, że uważam Rose za głupią. Wręcz przeciwnie. Coraz bardziej lubiłem jej towarzystwo.
-Nic się nie stało- zapewniłem ją.
-Tylko, że kanapki są trzy, a nas dwoje...- zaczęła, ale przerwałem jej:
-Mam nóż w plecaku. Wyciągnę go i podzielimy trzecią kanapkę na pół. Proste i logiczne.
Przekroiliśmy jedną kanapkę na pół. Rose zaczęła jeść, ale ja wstałem i odtworzyłem namiot żeby wyjść.
-Gdzie idziesz?- spytała, nagle wystraszona. Uśmiechnąłem się uspokajająco i odgarnąłem jej z twarzy niesforny kosmyk włosów.
-Idę sprawdzić co z końmi. Ukryłem je w jaskini, ale mogą być trochę wystraszone.
-Wróć szybko- poprosiła. Skinąłem głową i wyszedłem.

<Rose, co robiłaś kiedy mnie nie było?>

Od Alec'a- c.d Savany

- A nie chciałabyś najpierw zjeść?- zapytałem, wskazując miskę z płatkami. Dziewczyna zarumieniła się lekko. Wstałem i odniosłem talerz do zlewu. Oparłem się o szafki plecami.
- Ty sobie spokojnie zjedz, a ja pójdę po swój łuk. Zobaczymy się za 10 minut, żebyś zdążyła się przygotować- stwierdziłem i wyszedłem z kuchni. Pobiegłem do pokoju. Z mojej szafki wyciągnąłem najcenniejszą rzecz jaką miałem - mój ręcznie robiony łuk, z drzewa jesionu. Uratował mnie przed głodówką, kiedy uciekłem z domu. Dom. Nie, nie mogę teraz o tym myśleć. Savana czeka. Wziąłem więc łuk i kołczan ze strzałami i zbiegłem na dół. Savana właśnie skończyła jeść. W ręce trzymała swój łuk. Uśmiechnąłem się do niej.
-No to chodźmy.
Poszliśmy do lasu. Wybraliśmy polanę z dużą ilością drzew, żeby mieć w co celować.
-Kto zaczyna?- spytałem.

<Savana, dokończ>

sobota, 4 maja 2013

Od Leili

Przechadzałam się po lesie, jednym z miejsc, które mnie odprężało. Tu mogłam spokojnie pomyśleć, w ciszy nabierałam sił. Zamknęłam powieki, wsłuchując się w szum wiatru, który wiał tak delikatnie, że ledwo można było go wyczuć. Trwałam tak przez dłuższy czas, gdy nagle usłyszałam a raczej wyczułam że ktoś się zbliża. Spięłam się, gotowa do ataku i odwróciłam się powoli, przede mną stał wielki, biały wilk. Domyśliłam się, że to ktoś z watahy, więc natychmiast rozluźniłam się i obserwowałam wilka z zaciekawieniem. Gdy podszedł bliżej, uśmiechnęłam się nikle.
-Ty musisz być James. Ja jestem Leila.- Odparłam, czekając na jego reakcję. Przechylił nieco głowę na bok, wpatrując się we mnie. Wiedziałam, że nie może mi odpowiedzieć ale potrafiłam rozpoznać różne zachowania. Nagle w tej samej chwili spojrzeliśmy przed siebie, zauważając drobną blondynkę. Dziewczyna dostrzegając nas, zatrzymała się na chwilę i w końcu ruszyła w naszą stronę. Przedstawiła się jako Alice Brandon. Zauważając jej niepewność, uśmiechnęłam się i uścisnęłam lekko jej dłoń.
-Jestem Leila, Leila Morgan.

<cd. James>

Od Savany


Przeciągnęłam się na łóżku i ziewnęłam przeciągle. Zza otwartego okna słyszałam śpiew ptaków i rżenie konia. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek - 12:32. Idealna godzina by zwlec się z łóżka i wreszcie zacząć normalnie funkcjonować. Zwaliłam kołdrę w nogi materaca i wstałam. Leila już wstała. Jej łóżko było idealnie pościelone i wygładzone. Mnie tam nie interesowało jak moje będzie wyglądało. Z dołu docierał do mnie zapach jajecznicy i smażonego boczku.
- Pora na śniadanko ! - uśmiechnęłam się i podeszłam do szafy. Różnica między nią, a łóżkiem była ogromna ! Wszystko było równo poskładane. Koszule i żakiety wisiały poukładane kolorystycznie, a spodnie fasonowo. Wybrałam białą lekko sukienkę do kolan i kremowy rozciągnięty kardigan. Ubrałam na stopy balerinki, a włosy spięłam w wysoki kok. Zeszłam po schodach na dół do kuchni. Siedział w niej Alec i skubał bułkę z makiem. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Hej ! - przywitałam się. - Gdzie jest reszta ?
- Nie wiem... Chyba na zewnątrz.. - odparł kończąc bułkę. Wyciągnęłam z szafki płatki. Wsypałam je do miski i zalałam mlekiem. Z dolnej szuflady wygrzebałam łyżkę i zaczęłam jeść.
- Chciałbyś poćwiczyć trochę łucznictwo ? - spytałam patrząc na Alec'a.

<Alexander?>

piątek, 3 maja 2013

Od Rose- c.d Alec'a

Galopowaliśmy aż dotarliśmy do lasu.
-Chyba ich zgubiliśmy .
-Tak .............. zgubiliśmy ich .
- Konie bardzo się zmęczyły . Odpocznijmy tutaj
Zamyśliłam się . Co Alec chciał mi powiedzieć . To napewno nie było to że Eter kuleje . Łączyło mnie z nim wiele .
-Rose ! Słyszysz ?- z przemyśleń wyrwał mnie jego głos
- Przepraszam zamyśliłam się . O co pytałeś ?
- zaczyna się zciemniać a konie są zbyt zmęczone by jechać , albo iść taki kawał drogi . Jesteśmy zmuszeni tu przenocować
- Oj to nie dobrze ale coś się wybyśli -byłam przerarzona . Jeszcze nigdy nie spałam poza domem , a mowa nad jeziorem !! Starałam ukryć zaniepokojenie . Nagle Alec pokazał plecak , którego wsześniej nie widziałam .
- Mam namiot i koc . Możeny się na nim położyć .
-Dobrze - zodziłam się . Dobrze to że miał ten namiot , ponieważ w nocy zaczęło padać . Było mi strasznie zimno .
-Masz coś do jedzenia - zapytał mnie
-Zaraz sprawdzę w torbie - przeszukałam całą torbę - znalazłam 3 kanapki i 2 butelki wody .
-Świetnie . Zimno ci ?
- Trochę - skłamałam gdyż było mi POTWORNIE zimno .
-Trzymaj moja kurtkę . Mi jest ciepło - uśmiechnął się ciepło i oddał mi kurtkę , po czym przytulił .
(Alec?)

Od Alec'a- c.d Rose


-Jaaa- zacząłem, ale zaraz ugryzłem się w język. Co ja mam jej niby powiedzieć?
-Tak?- ponagliła mnie.
-Twoja klacz chyba kuleje.
Dziewczyna była trochę zawiedziona, ale zaraz miejsce zawodu zajęło przejęcie i troska o Eter. Schyliliśmy się, żeby obejrzeć nogi klaczy. Wszystko było w porządku, tylko były trochę poharatane. Możliwe, że to przez kamienie których było tu pełno.
-Musiało mi się przywidzieć- wytłumaczyłem.- Dobrze że nic jej nie jest.
-Tak, to dobrze- przyznała. Usiadłem na konarze drzewa, który leżał nieopodal. Rose poszła w moje ślady, a konie zaczęły pić wodę z rzeki.
-Dużo was tu jest?- spytałem. Dziewczyna zamyśliła się.
-Kilkanaścioro. Same dziewczyny i jeden chłopak.
-Moi kumple byliby w raju- zaśmiałem się.- Opowiedz coś jeszcze.
-Naszą przywódczynią jest Klara. Mieszkamy w ogromnym domu, mamy też piękny ogród.
-Zapowiada się ciekawie.
Trwaliśmy chwilę w ciszy. Nagle mój koń zarżał głośno. Podniosłem się błyskawicznie i poparzyłem w stronę lasu, z którego przyszliśmy. Było tam pięć groźnie wyglądających wilków. Na szczęście jeszcze nas nie zauważyły.
-Musimy uciekać!- zawołała Rose. Skinąłem głową. Pobiegliśmy do koni, pomogłem jej wejść, a potem sam wsiadłem i ruszyliśmy galopem.


<Rose, co działo się dalej?>

Od Rose- c.d Alec'a


Alec nie miał gdzie mieszkać .
- Może chcesz zamieszkać u nas w domu ?
- A mogę ?
-Jasne !!!- krzyknęłam , a po chwili się zarumieniłam . Roześmialismy się . Pojechaliśmy w stronę domu , lecz nasze konie zaczęły dziwnie sie zachowywać .
-Eter spokojnie
-Karon , co sie dzieje ? Uspokuj się .
- Może coś wyczówają ?
- Nie wiem .
Pojechalismy w stronę rzeki . Było tam pięknie .
-Rose muszę ci coś powiedzieć - odparł , gdy pomagał mi zchodzić z konia .
- Słucham ?- byłam bardzo ciekawa co powie .
(Alec ? )

Od Alec'a- c.d Rose




Dogadywaliśmy się z Rose. Jakbyśmy się znali już wcześniej. Ale to dobrze.
Przytulałem dziewczynę jeszcze przez chwilę, a potem ją puściłem. Siedzieliśmy jednak dość blisko siebie.
-A co z twoją rodziną?- spytała. Wzruszyłem ramionami.
-Pewnie już o mnie nie pamiętają. Ojciec jest strasznym realistą. Nie wierzy w nic, co mogłoby być nadnaturalne. A matka nigdy mu się nie sprzeciwia. Więc jeśli każe jej zapomnieć, zrobi to.
-Przykro mi- szepnęła cicho.
-Nie ma po co. Wracamy już?
-Pewnie.
Kiedy wyszliśmy z jaskini, zobaczyliśmy dwa piękne konie, w tym mojego ogiera.
-Popatrz, to Karon i Eter!- wykrzyknęła Rose. Rumaki, które chwilę wcześniej stały spokojnie i skubały trawę, teraz podbiegły do swoich opiekunów.
-Musieli spotkać się pod tamtym wodospadem- stwierdziłem, głaszcząc grzywę Karona.
-Alec, czy ty w ogóle masz gdzie się zatrzymać?- spytała niespodziewanie Rose.
-Właściwie to nie. Zazwyczaj śpię w lesie albo jakiś jaskiniach. A czemu?- odparłem zgodnie z prawdą.


<Rose, dokończ proszę>

Od Rose- c.d Alec'a




-To była moja ulubiona piosenka ( https://www.youtube.com/watch?v=q9ayN39xmsI) - Odparłam
-Naprawdę pięknie śpiewasz -uśmiechnął się .
- Oj nie przesadzaj - Zaczęłam bawiś się breloczkiem od torby , by nie zauważył że się rumienię . ,, Rose nie przesadzaj !!! Nie możesz się rumienić kiedy ktoś ci coś powie !!!'' Wrzasnęłam sobie w głowie .
- Ładny breloczek .- powiedział z zaciekawieniem
- To serduszko które moja babcia dała mi , ponieważ moją mamę (od której był ten prezent) zabił wilk.- zasmuciłam się .
- Nie smuć się - przytulił mnie przyjacielsko . Uśmiechnęłam się lekko .
Trwaliśmy w uścisku jeszczę chwilę.
(Alec?)



Od Alec'a - c.d Rose

-Nie masz się o co martwić- zapewniłem ją i przekląłem się w duszy. "Czemu się rumienisz idioto?!"
-To dobrze- powiedziała i zaśmiała się. Ja też się zaśmiałem. Porozmawialiśmy trochę o koniach i jeździe. Rose powiedziała mi też, że lubi śpiewać.
-Zaśpiewaj coś- poprosiłem. Dziewczyna popatrzyła na mnie jakbym postradał zmysły.- No prooooszę!
-Ale ja...ja...
-Nie masz wymówki- stwierdziłem triumfalnie.
-Niech ci będzie- powiedziała w końcu. Zaśpiewała śliczną piosenkę.
-Nie słyszałem tego jeszcze. Co to była za piosenka?- spytałem.


Rose, dokończ



Od Rose- c.d Alec'a

Jeziorko które pokazał mi Alec było piękne . Siedzieliśmy na brzegu . Zapadła niezręczna cisza . Postanowiłam ją przerwać, i powiedziałam:
- Pięknie tu. - spojrzał na mnie
-  I bardzo romantycznie ... - zaczął się rumienić.
- Masz coś na myśli ?
(Alec? Brak weny -_-)

środa, 1 maja 2013

Od Alec'a- c.d Rose




Byłem zdziwiony, że się zgodziła, a jeszcze bardziej zdziwiła mnie jej prośba. No cóż, nie mogłem pozwolić, żeby się zawiodła.
Weszliśmy do tajemniczej jaskini. Wyciągnąłem latarkę, którą zawsze nosiłem przy sobie (nigdy nie wiesz, gdzie spędzisz noc) i zapaliłem ją. W jaskini zrobiło się odrobinę jaśniej. Poszliśmy w głąb. Nagle Rose krzyknęła. Odwróciłem się szybko w jej stronę, ale zaraz się uspokoiłem.
-To był tylko nietoperz- uspokoiłem ją. Nie wyglądała na przekonaną. Wyciągnąłem więc rękę w jej stronę. Jej chłodne palce splotły się z moimi. Ścisnąłem lekko jej dłoń i ruszyliśmy dalej. Minęło nas jeszcze kilka nietoperzy, ale Rose już nie krzyczała. Wystarczyło, że ściskała moją rękę. Doszliśmy w ślepy zaułek.
-Wracamy?- spytała. Popatrzyłem na nią, a potem przeniosłem wzrok na ścianę jaskini.
-Ale jesteśmy już przy końcu- odparłem.
-Jak to? To przecież ściana- zdziwiła się. Uśmiechnąłem się do niej, po czym uderzyłem w sam środek ściany. Złapałem Rose w talii i odsunąłem ją szybko na kilka metrów, żeby kamienie nic jej nie zrobiły. Po chwili podszedłem obejrzeć swoje dzieło. Dziura była wielka. Przeszedłem przez nią i podałem rękę Rose, żeby pomóc jej przejść. Już po chwili oboje staliśmy po drugiej stronie, a przed nami ciągnęło się małe jeziorko.
-Ta dam- powiedziałem, rozkładając ręce jak gość z reklamy, pokazujący samochód najnowszej generacji.
-Skąd wiedziałeś?
-Nie wiedziałem. Tam gdzie kiedyś mieszkałem, też była taka jaskinia. I w głębi niej było jeziorko. Pomyślałem, że może tu też będzie- odpowiedziałem.
-A jak rozwaliłeś ścianę?
-Uderzyłem w najsłabszy punkt.
Posiedzieliśmy chwilę przy brzegu.


<Rose, dokończ>