- A nie chciałabyś najpierw zjeść?- zapytałem, wskazując miskę z
płatkami. Dziewczyna zarumieniła się lekko. Wstałem i odniosłem talerz
do zlewu. Oparłem się o szafki plecami.
- Ty sobie spokojnie zjedz, a ja pójdę po swój łuk. Zobaczymy się za 10
minut, żebyś zdążyła się przygotować- stwierdziłem i wyszedłem z kuchni.
Pobiegłem do pokoju. Z mojej szafki wyciągnąłem najcenniejszą rzecz
jaką miałem - mój ręcznie robiony łuk, z drzewa jesionu. Uratował mnie
przed głodówką, kiedy uciekłem z domu. Dom. Nie, nie mogę teraz o tym
myśleć. Savana czeka. Wziąłem więc łuk i kołczan ze strzałami i zbiegłem
na dół. Savana właśnie skończyła jeść. W ręce trzymała swój łuk.
Uśmiechnąłem się do niej.
-No to chodźmy.
Poszliśmy do lasu. Wybraliśmy polanę z dużą ilością drzew, żeby mieć w co celować.
-Kto zaczyna?- spytałem.
<Savana, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz