Dogadywaliśmy się z Rose. Jakbyśmy się znali już wcześniej. Ale to dobrze.
Przytulałem dziewczynę jeszcze przez chwilę, a potem ją puściłem. Siedzieliśmy jednak dość blisko siebie. -A co z twoją rodziną?- spytała. Wzruszyłem ramionami. -Pewnie już o mnie nie pamiętają. Ojciec jest strasznym realistą. Nie wierzy w nic, co mogłoby być nadnaturalne. A matka nigdy mu się nie sprzeciwia. Więc jeśli każe jej zapomnieć, zrobi to. -Przykro mi- szepnęła cicho. -Nie ma po co. Wracamy już? -Pewnie. Kiedy wyszliśmy z jaskini, zobaczyliśmy dwa piękne konie, w tym mojego ogiera. -Popatrz, to Karon i Eter!- wykrzyknęła Rose. Rumaki, które chwilę wcześniej stały spokojnie i skubały trawę, teraz podbiegły do swoich opiekunów. -Musieli spotkać się pod tamtym wodospadem- stwierdziłem, głaszcząc grzywę Karona. -Alec, czy ty w ogóle masz gdzie się zatrzymać?- spytała niespodziewanie Rose. -Właściwie to nie. Zazwyczaj śpię w lesie albo jakiś jaskiniach. A czemu?- odparłem zgodnie z prawdą. <Rose, dokończ proszę> |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz