-Jaaa- zacząłem, ale zaraz ugryzłem się w język. Co ja mam jej niby powiedzieć?
-Tak?- ponagliła mnie.
-Twoja klacz chyba kuleje.
Dziewczyna była trochę zawiedziona, ale zaraz miejsce zawodu zajęło przejęcie i troska o Eter. Schyliliśmy się, żeby obejrzeć nogi klaczy. Wszystko było w porządku, tylko były trochę poharatane. Możliwe, że to przez kamienie których było tu pełno.
-Musiało mi się przywidzieć- wytłumaczyłem.- Dobrze że nic jej nie jest.
-Tak, to dobrze- przyznała. Usiadłem na konarze drzewa, który leżał nieopodal. Rose poszła w moje ślady, a konie zaczęły pić wodę z rzeki.
-Dużo was tu jest?- spytałem. Dziewczyna zamyśliła się.
-Kilkanaścioro. Same dziewczyny i jeden chłopak.
-Moi kumple byliby w raju- zaśmiałem się.- Opowiedz coś jeszcze.
-Naszą przywódczynią jest Klara. Mieszkamy w ogromnym domu, mamy też piękny ogród.
-Zapowiada się ciekawie.
Trwaliśmy chwilę w ciszy. Nagle mój koń zarżał głośno. Podniosłem się błyskawicznie i poparzyłem w stronę lasu, z którego przyszliśmy. Było tam pięć groźnie wyglądających wilków. Na szczęście jeszcze nas nie zauważyły.
-Musimy uciekać!- zawołała Rose. Skinąłem głową. Pobiegliśmy do koni, pomogłem jej wejść, a potem sam wsiadłem i ruszyliśmy galopem.
<Rose, co działo się dalej?>
-Tak?- ponagliła mnie.
-Twoja klacz chyba kuleje.
Dziewczyna była trochę zawiedziona, ale zaraz miejsce zawodu zajęło przejęcie i troska o Eter. Schyliliśmy się, żeby obejrzeć nogi klaczy. Wszystko było w porządku, tylko były trochę poharatane. Możliwe, że to przez kamienie których było tu pełno.
-Musiało mi się przywidzieć- wytłumaczyłem.- Dobrze że nic jej nie jest.
-Tak, to dobrze- przyznała. Usiadłem na konarze drzewa, który leżał nieopodal. Rose poszła w moje ślady, a konie zaczęły pić wodę z rzeki.
-Dużo was tu jest?- spytałem. Dziewczyna zamyśliła się.
-Kilkanaścioro. Same dziewczyny i jeden chłopak.
-Moi kumple byliby w raju- zaśmiałem się.- Opowiedz coś jeszcze.
-Naszą przywódczynią jest Klara. Mieszkamy w ogromnym domu, mamy też piękny ogród.
-Zapowiada się ciekawie.
Trwaliśmy chwilę w ciszy. Nagle mój koń zarżał głośno. Podniosłem się błyskawicznie i poparzyłem w stronę lasu, z którego przyszliśmy. Było tam pięć groźnie wyglądających wilków. Na szczęście jeszcze nas nie zauważyły.
-Musimy uciekać!- zawołała Rose. Skinąłem głową. Pobiegliśmy do koni, pomogłem jej wejść, a potem sam wsiadłem i ruszyliśmy galopem.
<Rose, co działo się dalej?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz